Refleksja nad paraszą Waera

Porcja Tory na ten tydzień opowiada historię 7 spośród 10 plag egipskich. W naszej paraszy Bóg także wyjaśnia dlaczego “uczynił twardym serce faraona” tzn. nieczułym na los uciskanych w Egipcie, w tym Izraelitów. Ta paradoksalna sytuacja ma następujące cele:

Ja zaś uczynię nieustępliwym serce faraona i pomnożę moje znaki i moje cuda w kraju egipskim. Faraon nie usłucha was, toteż wyciągnę rękę moją nad Egiptem i wywiodę z Egiptu moje zastępy, mój lud, synów Izraela z pośrodka nich, wśród wielkich kar. I poznają Egipcjanie, że Ja jestem Pan, gdy wyciągnę rękę przeciw Egiptowi i wyprowadzę z pośrodka nich Izraelitów». (Ex 7:3-5)

Owe cele to: 1. Abym mógł czynić znaki swoje, 2. Aby wiedzieli (zarówno Izraelici jak i Egipcjanie), że Ja jestem Pan oraz 3. Wyprowadzenie Izraelitów z Egiptu. Owe działania Boga mają jeszcze jeden cel, bardzo ważny cel, który ujawniony jest w następnej paraszy:

I rzekł Pan do Mojżesza: «Idź do faraona, ponieważ uczyniłem twardym serce jego i jego sług, abym mógł czynić znaki swoje wśród nich, i abyś opowiadał dzieciom twoim i wnukom, co zdziałałem w Egipcie. A znaki moje czyniłem między nimi, aby wiedzieli, że Ja jestem Pan. (Ex 10:1-2)

Ów czwarty cel to: Abyś opowiadał swoim potomkom co zdziałałem w Egipcie.  Przesłanie 1 i 2 to powiązane ze sobą aspekty tej samej rzeczy, co podpowiada wprost narrator opowieści. Cały ów koncept pobrzmiewa nieco narcystycznie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w wyniku “boskiego pokazu siły” będą cierpieć nie tylko Egipcjanie, którzy ponoszą tutaj zbiorową odpowiedzialność za czyny swojego władcy (co nie daje nam prawa do opiniowania Boskich zachowań i decyzji, bo to jak opiniować prawa historii: całe rzesze ludzi regularnie płacą za tolerowanie despotyzmu swoich władców), ale także najbardziej umiłowany przez Boga naród – Izraelici. Ideę tę rozwinął w średniowieczu Rashi, twierdząc, że cały ów “pojedynek” Boga z faraonem “na cuda i plagi” miał na celu upokorzenie tego drugiego i pokazanie mu, oraz Egipcjanom, kto jest tutaj prawdziwym Bogiem.

Wcześniej, w czasach Miszny i Talmudu, rabini rozwinęli drugą spośród tych idei: Abyś opowiadał swoim potomkom co zdziałałem w Egipcie. (Ex 10:2) Cały traktat Miszny Pesachim (10 rozdziałów) odtwarza, w formie religijnego rytuału, naszą historię wyjścia z Egiptu, jak również jej przesłanie i wiele innych cennych w naszej tradycji idei. To dzięki naszym mędrcom mamy nasze wspaniałe pesachowe sedery i wszelkie prawa rabiniczne przypominające nam o ciężkim losie i wyzwoleniu naszych przodków. Bez owych praw i rytuałów cała nasza historia popadłaby najprawdopodobniej w zapomnienie, a wraz z nią destrukcji uległaby nasza tożsamość. To właśnie wdrożenie historii będących naszym dziedzictwem w praktykę życiową każdego Żyda uczyniło nasze historie wiecznotrwałymi. W ten sposób rabini stworzyli dla nas, Żydów, wirtualne państwo bez króla czy jakiejkolwiek scentralizowanej władzy, państwo, które pozwoliło nam jako narodowi przetrwać niemal 2000 lat rozproszenia w diasporze, w otoczeniu niezbyt dla nas przyjaznym, zachowując swoją tradycję i tożsamość.

W traktacie Pesachim Talmudu rabini dyskutują szczegóły religijnego prawa pochodzącego z Miszny. W pewnym momencie (Pesachim 99b-100) sednem ich debaty staje się następujący problem: czy wolno zjeść posiłek tuż przed Minchą (modlitwą popołudniową) w Erew Pesach (wieczór poprzedzający owo święto), czy nie. Opinie na ten temat są różne, jedni rabini mówią, że owszem, drudzy, że nie, ponieważ należy rozpocząć święto “z apetytem” tzn. nie będąc najedzonym. Cała dyskusja na dwóch stronach Talmudu, prowadzona de facto przez ponad 1000 lat (od czasów Miszny, przez czasy Talmudu Babilońskiego, aż do opinii średniowiecznych komentatorów, jak Raszi czy Raszbam) dotyczy de facto owych 30 minut i tego co wolno a czego nie wolno robić w tym momencie, np. Jeśli ktoś zaczął jeść wcześniej, to wolno mu skończyć, ale jeśli miałby zacząć jeść tuż przed Minchą, to jest to surowo wzbronione.   

Wielu z nas może się to wydawać absurdalnym. Możemy się nie zgadzać z rabinami co do fundamentalnych kwestii: dlaczego trzeba nad tym debatować i czy jest to naprawdę istotne? (pytanie to, na marginesie mówiąc, pojawia się zaraz na początku refleksji talmudycznej). Możemy dyskutować z poglądami, które leżą u fundamentów owych rabinicznych koncepcji i całej religijnej rytualizacji naszego życia, jak np. Jak wszystko wypełnimy to uchroni to nas od niebezpieczeństw, zagrożeń, bożych kar a może nawet od wszelkiego zła lub Jeśli wszyscy Żydzi choć raz nie złamią żadnej reguły szabatu, wówczas przyjdzie Mesjasz. Możemy dyskutować z poglądem, iż jeśli będziemy super zorganizowani i zdyscyplinowani, to doświadczymy wszystkiego czego chcemy i osiągniemy wszystko, co chcemy. 

Ale musimy przyznać, że ta rytualizacja naszego życia pozwoliła przetrwać całym pokoleniom naszych przodków, w świecie, który był znacznie mniej przyjazny i sympatyczny dla nas, jak i innych narodów od świata, w którym żyjemy w tym momencie. Nie możemy się nie zgodzić z poglądem, że nasze życie musi być zorganizowane sensownie wokół (czasem całej głębi) małych i wielkich celów, które sobie wytyczamy. Nikt tego otwarcie nie kwestionuje, ale ktoś, kto kwestionuje sens religijnego rytuału, sens konieczności organizacji wewnętrznego życia, utrzymując, że wystarczy organizować je “zewnętrznie” tj. politycznie, społecznie, ekonomicznie, zaprasza nasze życie do dryfowania w stronę obrazka, który opisałem na wstępie. Nie tylko dryfujemy wówczas w stronę patologii, ale i niewoli. Zostawimy wszystko kierownikom, którzy pojawiają się czasem na hali produkcyjnej, ponieważ mają inne, ważniejsze sprawy. Jedyne co robią to wyrażają dezaprobatę, czasem krzyczą na nas – co byłoby dla nas w zasadzie dobre, ale zwykle ignorują, co jest tragiczne w skutkach i prowadzi cały zakład produkcyjny na skraj upadłości. 

Niech każdy z nas znajdzie swój środek pomiędzy rytuałem i dyscypliną, a tzw. spontanicznością, wedle swoich możliwości i swojej świadomości. Jeśli przesunięcie na tej osi będzie dla nas progresem, zdobędziemy więcej wolności. Nadchodzi Szabat a to prawdziwa perła naszej tradycji. Dziś nie pracuję. Po tym, jak zapalam świece, zwracam się ku pięknu egzystencji wśród ludzi, których kocham. Odstawiam wszystkie tzw. ważne sprawy na jutro.  

 

Szabat szalom

 

Menachem Mirski

It would really be appreciated if you could share this article and spread the word. Toda raba